Świat Sufich
Szukałem Boga, odnalazłem siebie, szukając siebie, odnalazłem Boga.
 Share


Recenzja książki SUFIZM

 
  Sufizm dr. Zbigniewa Landowskiego, jak czytamy na stronie redakcyjnej tej książki, to „Podręcznik akademicki dotowany przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego”. Jest to pierwsza praca w języku polskim, która w założeniu ma omawiać w sposób kompleksowy zagadnienie mistycyzmu muzułmańskiego. Warto się przyjrzeć, czy autor sprostał tak ambitnemu zadaniu. Jest to książka o grubości 300 stron i zawiera 5 rozdziałów o następującej tematyce: sufizm na przestrzeni dziejów, podstawy doktrynalne sufizmu, praktyki i obrzędy, opis sufickich tarik i ich klasyfikacja oraz sufizm w sztuce.

  Punktem wyjścia rozważań autora jest zawarta we wstępie teza, że „Nie można korzeni sufizmu oderwać od jego źródła – islamu”. W dalszej części wstępu, jak również w kolejnych rozdziałach, autor nie trzyma się jednak tej tezy i znajdujemy tam serię niespójnych i niepopartych żadnymi konkretnymi przykładami sprzecznych opinii na temat pochodzenia sufizmu. W swoich dywagacjach Z. Landowski lansuje i powołuje się na nieaktualne już i nieużywane, od co najmniej 50 lat, teorie orientalistów na temat wpływu pozamuzułmańskich elementów na sufizm, których dziś już nie znajdzie się w żadnej poważnej pracy na temat sufizmu.

  Znana ze swej skrupulatności Encyklopedia Britannica, definiując sufizm obala mit o jego przedmuzułmańskich i niemuzułmańskich źródłach, ostatecznie ustala ponad wszelką wątpliwość, że sufizm wyrósł na bazie wczesnomuzułmańskiego ascetyzmu, a dopiero później adoptował te elementy, które były zgodne z teologią i doktryną islamu. Warto zacytować w tym miejscu to, co napisał pod koniec lat 50. Titus Burchardt, szwajcarski muzułmanin i sufi, w An Introduction to Sufi Doctrine: „Centralna funkcja sufizmu, jako serca islamu, może być niejasna dla tych, którzy próbują ocenić go z zewnątrz, ponieważ ezoteryzm, który jest świadom znaczenia i istoty formy, jest jednocześnie w stosunku do niej intelektualnie suwerenny i potrafi w każdym wypadku asymilować dla siebie idee i symbole pochodzące i będące dziedzictwem innego tradycyjnego tła”.

  Rozdział pierwszy jest próbą zarysowania historii sufizmu w okresie między VII a XXI wiekiem. Przechodząc do XX wieku autor zastosował termin „neosufi” dla sekt „sufickich, ale niemuzułmańskich”. Pomijając fakt, że od wielu lat określenie to nie jest już używane w światowej literaturze na temat sufizmu, samo jego użycie jest nieporozumieniem, bo jeśli autor z jednej strony twierdzi, że sufizm jest muzułmański, to sufizm nie może być jednocześnie niemuzułmański.

 W tym samym rozdziale Landowski rozpoczyna swój neosuficki miszmasz, w którym na przykład umieszcza  Inayata Khana i jego „wyznawców” jako neosufich, choć w rozdziale czwartym, Inayat Khan jest umieszczony w innej kategorii, t.j „formacji i prądów parasufickich,” obok bractwa Nur Ashki Jerrahi, które jednak w odróżnieniu od „wyznawców” Inayaka Khana jest bractwem muzułmańskim. W dalszej części książki, w rozdziale czwartym, do „neosufickiego worka” Landowski wrzuca osoby, które były z urodzenia muzułmanami (Idries Shah, Inayak Khan), lub przyjęły i praktykowały islam (Abdullah Dougen, Kabir i Camille Hemlinski, Andrzej Saramowicz), oraz grupy, które są tradycyjną muzułmańską tariką (Szkoła Nauk Sufich, o której wspominam w dalszej części tej recenzji), razem z hinduskim guru Bhagwanem Shree Radżniszem, zwanym Osho. Ta ostania postać nie tylko nie miała nic wspólnego z islamem, ale nawet z samym sufizmem. Umieszczanie go w książce na temat sufizmu wydaję się być mało zrozumiałe.

  W rozdziale trzecim autor opisuje doktrynę suficką, której jednak poświęca jedynie 10 stron! Tu Z. Landowski powtarza swoje poprzednie opinie o niemuzułmańskim pochodzeniu doktryn sufickich. Podkreśla szyicki wpływ na doktrynę suficką, a nawet wpływy starohebrajskie, starochrześcijańskie, egipskie, staroperskie, hinduistyczne i buddyjskie, nie pisząc jednak na czym te wpływy polegały. Uważa, że suficki „stan nirwany zawiera uderzające podobieństwo do świata pojęć buddyjskich”. Taką opinię wyraża również Wikipedia, która wydaje się być – niestety zbyt często – źródłem wiedzy Z. Landowskiego na temat sufizmu. Abu Jazid z Bistamu (zm. 874) był pierwszym sufim, który mówił o unicestwieniu jaźni (fana), co było wynikiem jego mistycznego stanu, a nie studiów na buddyzmem. Nie istnieją też dowody na to, że Abu Jazid w ogóle słyszał o nirwanie. Poza tym dla sufich fana (unicestwienie ego) i baka (absolutne poddanie się Bogu) nie są tym samym, czym nirwana dla buddysty (pomijając różnice w kosmologii obu systemów i stosunek do idei osobowego Boga). Upraszczanie pojęć rzadko prowadzi do ich zrozumienia. 

  W dalszej części tego rozdziału, autor pisze, iż „sufi bazują na panteistycznej doktrynie filozoficznej Ibn Arabiego (wahdat al-wudżut, czyli jedność rzeczywistości)”. Sufi nie bazują bardziej na „panteistycznej” doktrynie wahdat al-wudżut (jedność istnienia), niż bazują na doktrynie wahdat asz-szuhud (jedność świadectwa Boga). Obie te doktryny są punktem widzenia i kwestią mistycznego doświadczenia sufich, którzy tak naprawdę opierają się na centralnej doktrynie islamu – tauhid. Ibn Arabi jeszcze za życia radził osobom nieznającym islamskiej teologii (akida) i terminologii sufich, aby się nią nie zajmowali. Poza tym, Ibn Arabi nie używał pojęcia wahdat al-wudżud w swoich traktatach; twórcą tej koncepcji jest andaluzyjczyk Ibn Sabin, a nie Ibn Arabi. Sam Ibn Arabi miał również krytyków wśród sufich, takich jak Ibn Tajmijja, Ahmed Faruki Sirhindi czy Szach Waliallah z Delhi, a jego doktryny filozoficzne nigdy nie tworzyły fundamentów sufizmu.

  Na koniec trzeciego rozdziału, autor podaje swoistą ciekawostkę, sugerując, że „najprostszą «drogą» stosowaną przez derwiszy… szczególnie w Maroku, a raczej psychopomostami są używki (kawa)”. W rozdziale czwartym o praktykach i obrzędach sufich, autor rozwija swój wątek o używkach. Apogeum myśli Z. Landowskiego w tym rozdziale jest jego teoria o sufickich metodach „zubożenia” (asceza, umartwianie się, zadawanie sobie bólu, post, modlitwa) oraz „wzbogacenia” (muzyka psychodeliczna, taniec, śpiewy mantryczne, używki: kawa, alkohol i narkotyki). Modlitwa jest częścią obowiązkowych praktyk muzułmanów (a więc i sufich), zadawanie sobie, czy komukolwiek innemu, bólu jest w islamie zabronione. Jeśli sufi używają alkoholu i narkotyków, to nie tylko nie są już dłużej muzułmanami, ale również i sufimi.

   Z. Landowski nie jest niestety jedynym orientalistą, który lansuje podobne absurdalne teorie, które nie tylko rzucają krzywdzące i nieprawdziwe światło na sufizm, ale rzutują również na wygłaszających takie teorie.

   Następny rozdział autor poświęca klasyfikacji i charakterystyce bractw sufickich. Choć ten rozdział jest najdłuższy w książce, zawiera on wiele szczegółów o gałęziach i podgałęziach bractw, które nie są szczególnie relewantne czy wnoszące cokolwiek do merytorycznej wiedzy na temat sufizmu. Wiele z treści tego rozdziału jest po prostu powielone i wklejone z wcześniejszej książki autora: Islam: nurty odłamy sekty, oraz uzupełnione informacjami zaczerpniętymi z Internetu. Wiele z nich, szczególnie dotyczących współczesności, zostało zaprezentowanych w raczej zagmatwany sposób, co jest wynikiem braku ich weryfikacji przez autora.

   W nauce zachodniej należy to do rzadkości, aby autor pisząc na temat współczesnych mu ludzi, lub grup, nie konsultował się z nimi wcześniej. Z. Landowski polegając wyłącznie na informacjach z Internetu stworzył wiele supozycji, czy wręcz fikcji, które przedstawia jako fakty, a które wprowadzają w błąd, zwłaszcza osoby, które nie posiadają wiedzy na ten temat. Dobrym przykładem tego może być umieszczanie w kategorii „neosufizmu” istniejącej w Polsce od 1996 roku Szkoły Nauk Sufich, która jest tradycyjną formą sunnickiej, muzułmańskiej tariki Nakszbandijji i jednego z najbardziej ortodoksyjnych sufickich bractw. W tym konkretnym przykładzie autor pokazał również, iż nieuważnie czyta i przepisuje informacje zawarte w Internecie.

   Biorąc pod uwagę, że książka Sufizm Z. Landowskiego została napisana, jako podręcznik akademicki finansowany przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, uważam, że oddanie jej do druku, bez uprzedniej redakcji merytorycznej i kontroli jakości, jest rzeczą niefortunną. Choć sama idea książki jest dobra, autor powinien konsultować się ze znawcami tematu, a przynajmniej weryfikować informacje umieszczone w swojej publikacji. Uważam również, że Sufizm nie powinna się znaleźć w księgarniach w formie, w jakiej została opracowana. Zbigniew Landowski podjął się ambitnego dzieła, ale w praktyce okazało się, że ambicja przerosła jego możliwości. Myślę, że celem mniej ambitnym, choć przynoszącym o wiele więcej korzyści, bez narażania autora na kompromitację, jest po prostu tłumaczenie z języków zachodnich istniejących już prac wybitnych autorytetów w dziedzinie sufizmu, albo jeszcze lepiej – tłumaczenie sufickich klasyków z oryginalnych języków: arabskiego, perskiego czy urdu.
   Tak właśnie uczynił śp. ksiądz Jerzy Nosowski, dzięki któremu mamy jedyne dzieło sufickiej klasyki w języku polskim, wydane pod tytułem Traktat o sufizmie.